← Wszystkie wpisy

DFBG 2023: 110 km z Kudowy-Zdroju do Lądka-Zdroju

Góry 3 min czytania
110 kmdystans
17:20:49czas
Kudowa → Lądektrasa
DFBG 2023: 110 km z Kudowy-Zdroju do Lądka-Zdroju

Przeżyjmy to jeszcze raz… Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich, dystans 110 km.

Start w Kudowie

Start o godzinie 20:00 z Kudowy-Zdroju, około godziny drogi od Lądka-Zdroju, gdzie była meta. Przyjechałem na start autobusem organizatora.

Czy byłem przerażony? Nie… Jakoś spokojnie do tego podszedłem.

3, 2, 1… początek spokojny. To był marszobieg pod górę, wąskimi dróżkami w lasach, dużo biegaczy. Tak pewnie upłynęło pierwsze 5 km. Potem zaczęły się ostre skały w górę i w dół. Uff, jak ciężko.

Góry Stołowe nocą

Przychodzi zmrok, zapalona czołówka. Skały w Górach Stołowych nocą robią niesamowite wrażenie. Podejście wąskimi, krótkimi schodami… jest ich około tysiąca! Widoki to coś pięknego, nie umiem tego opisać.

Szczeliniec Wielki, labirynty, przez które ledwo można się przecisnąć! Świece i pani, która grała na skrzypcach „Grę o tron”… niesamowity widok.

Po dwóch, trzech godzinach w końcu wybiegam z Gór Stołowych i jest trochę lepiej. Krok za krokiem, ale dość sprawnie do góry. O dziwo wyprzedzam wielu na tym podejściu! Było zimno… Przez chwilę delikatna mżawka, ale jest dobrze!

Szutrowa droga przez las, fajnie się biegnie. Niestety szybko się kończy, bo dalej biegnie się wąską ścieżką przez chaszcze.

Kłoda, która była człowiekiem

Jest już następny dzień i przez chwilę widzę coś, czego faktycznie nie ma. Siedzący człowiek… a to była duża kłoda. Coś niewiarygodnego, ale tak właśnie było.

Były momenty, że przez dłuższy czas biegłem sam, i to zaskakujące, że bez stresu się biegło, maszerowało, odpoczywało.

Punkty odżywcze mijam w miarę szybko. Pomarańcza, żeby zmienić słodki smak żeli i batonów. Napełniam bukłak w plecaku wodą, a softflaska izotonikiem. Obsługa bardzo pomocna. Spotkałem też znajome twarze z Vege Runners - przez chwilę nie poznałem ludzi, ale u mnie to normalne.

Co jakiś czas mijałem biegaczy z dystansu 240 km. Oni mieli już za sobą 24 godziny! Mega podziw. Też tak będę.

Bardo i droga krzyżowa

Na 69. km zbliżam się do Barda, czyli Miasta Cudów! Tam był duży punkt kontrolny z przepakiem. Fajny odcinek w dół, po równym terenie i ulicach. To już prawie 11 godzin biegu.

Na punkcie zjadłem ciepły gulasz, napełniłem wodę i izotonik, uzupełniłem żele energetyczne z rzeczy zostawionych w przepaku i ruszyłem dalej.

Od 71. km zaczęła się droga krzyżowa na Kalwarię - Bardzką Górę. To była naprawdę droga krzyżowa! 10 kilometrów pod mocną górę, po skałach, po schodach. Zastanawiam się, kto tam wchodzi?

Gdzieś w połowie jest Źródło Maryi, którego woda - jak głosi przekaz - uzdrowiła młodego Czecha. Na samej górze stoi kaplica. Święte miejsce zaliczone, teraz trzeba zejść po ostrych skałach, połowę bez ścieżki. Ledwo utrzymywałem równowagę. Dżizas, tak pewnie przez ponad godzinę.

Ostatnie 24 km

Po około 12 morderczych kilometrach kolejny punkt i od tego momentu słońce. Otwarta przestrzeń, początek w teorii prosty, asfaltowy, ale nachylenie jak na warszawskiej Agrykoli - i tak przez kilka kilometrów. Co mam powiedzieć: męcząco było, a do mety jeszcze około 24 km.

Ogólnie ciężko, ale stabilnie… Dużo otwartych terenów, szerokie szutrówki i do przodu. Minął 12. kilometr tego odcinka i ostatni szybki pitstop.

Znowu w górę, ostatnia wspinaczka na trasie… I wreszcie ostatnie 6 km, praktycznie non stop w dół! Teraz torpeda.

Meta w Lądku

Kurtyna wodna przed metą w Lutyni, 3 km przed Lądkiem-Zdrojem… coś pięknego! Tablica „Lądek”! Ostatnia prosta, słychać już kibiców, Ania nagrywa filmik. Coś pięknego!

Wbiegłem na metę, a medal ukończenia wręczył mi kolega Maciej Cetlin. Dzięki! Fotoreporterka zrobiła nam zdjęcie.

17 godzin 20 minut 49 sekund.

Na mecie w Lądku-Zdroju, fot. Małgosia Telega
Na mecie w Lądku-Zdroju, fot. Małgosia Telega

Jestem zadowolony z wyniku (założenie było 18–20 godzin), ale jeszcze bardziej z tego, że miałem siły na całej trasie. Nie było chwili zwątpienia, nie było kryzysów, a samopoczucie było dobre. Super!

Do zobaczenia za rok na dystansie 130 km, a za jakiś czas na 240 km.

Podziękowania

Dziękuję Annie Stasiak za wsparcie, organizację wszystkiego, co działo się obok biegu, i za akcję informacyjną wśród znajomych. To nasz wspólny sukces!

Dzięki, trenerze Arturze (Biegowy Wariat), za przygotowanie i indywidualne podejście.

Dziękuję DreamITeam za trzymanie kciuków i wiarę we mnie.

PS. W tym roku będzie jeszcze jedna „setka”… na Bison Ultra-Trail.